Przejdź do głównej zawartości

Majówka na Pogórzach - dnia trzeciego...

Ostatni dzień wędrówki, upłynął - a jakże - w słonecznej pogodzie. Zarazem chyba był to dość męczący dzień dla niektórych. Pierwotnie mieliśmy iść z Wielopola Skrzyńskiego do Ropczyc, ostatecznie postanowiłem, że ruszymy z Rzegocina. I całe szczęście.
Busem podjechaliśmy pod rzeczony Rzegocin i stąd ruszyliśmy kiepsko oznakowanym szlakiem czarnym. Tak kiepsko, żeśmy szybko zeszli z niego nie zauważając nawet tego. Polna droga zaprowadziła nas do lasu, tu trochę wspomagając się nawigacją żeśmy pokluczyli, przeszliśmy przez strumienie i trafiliśmy na lepszą ścieżkę. Nie cieszyliśmy się jednak zbytnio długo ładną drogą - pojawiła się kolejna przeszkoda - rzeka, a za nią dość zarośnięte ścieżki. W porównaniu z poprzednimi dniami tutaj mieliśmy największy problem ze szlakami, na wielu odcinkach pojawiającymi się znikąd i prowadzącymi nie tak jak mapy czy nawigacja wskazywała. Dlatego głównie "łapaliśmy" to co nam do kierunku pasuje.
W końcu żeśmy dotarli do Broniszewa, minęliśmy szkołę, później lekko pod górę i znów w pola. Przed nami rozpościerał się już las w który niebawem mieliśmy wejść. Szło się dość spokojnie, wygodnie, mimo asfaltu na początku. Szlakiem mieliśmy dojść do osady Poręby, ale ku naszemu zaskoczeniu szlak wcale nie chciał tam iść, zamiast na północ wieść, odbił w pewnym momencie na wschód. Ostatecznie, że kierunek pasował, a podejrzewałem że go przeznakowano aby po prostu minąć tereny cywilizowane, poszliśmy za znakami. W pewnym momencie dotarliśmy do szerokiej leśnej drogi gospodarczej i doprowadziła nas ona do Granicy, więc na obrzeża Ropczyc. Tu przy składnicy drewna odpoczęliśmy sobie chwilkę. Dalsza wędrówka wiodła szosą na północ. Na szczęście nie ciągle, znaleźliśmy wygodną polna drogę biegnąca na wschód i zeszliśmy nią na wschód. Całkiem miłe widoki się stąd rozciągały. Nasza droga lekko wykręcała w kierunku północnym, w jak najwłaściwszym kierunku.
Weszliśmy ponownie w las, ścieżki tu zanikały więc musieliśmy przedzierać się znów przez krzaki, zarośla, przeskakiwać rzeczkę i zaliczyć jedno podejście aby zbliżyć się do Ropczyc znów. Na skraju pola przy dzielnicy Granica musieliśmy odsapnąć, ostatni odcinek był męczący nad wyraz. Przecięliśmy następnie szosę w Granicy i dalej polami, znów w kierunku lasu. Szlak odbijał, my jednak poszliśmy wedle wskazań mapy starym przebiegiem szlaku. I to był dobry wybór, leśna droga była wygodna, niezbyt zarośnięta i na jednym odcinku prowadziła przy meandrującej rzeczce. Trzeba przyznać że bardzo ładnie tu było. Ścieżka wyprowadziła nas w pobliże trasy nr 4 w Ropczycach. Rezygnując z aktualnego przebiegu szlaku zaoszczędziliśmy sobie asfaltu pod naszymi nogami.
Przejściem pod obwodnicą weszliśmy do miasta. Skierowaliśmy się do Rynku, ku uciesze niektórych była tu fontanna, można było na chwilę rękę czy nogę zanurzyć ;) Obok stał pomnik dr ks. Jana Zwierza, działacza społecznego i pedagoga, pracującego i zmarłego w Ropczycach. Od Rynku przeszliśmy dalej, mijając kościół parafialny z XIV wieku, i po kilku minutach byliśmy przy busie. Dla wytchnienia daliśmy sobie półtorej godziny luzu na obiad i po tym czasie, opuściliśmy te okolice wracając do Radomia. Ostatniego dnia zrobiliśmy 16 km.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piaskowiec w roli głównej - pętla z Rejowa przez kamieniołomy

 Z lekką modyfikacją szedłem tą trasą już w styczniu. Tym razem, chociaż w kalendarzu w zasadzie wiosna, było bardziej zimowo niż wtedy. Trasa jest dość ciekawa, prowadzi koło kilku kamieniołomów, w większości dość przyjemnymi drogami leśnymi. Może jednak w niektórych miejscach być dość mokro zimą czy podczas roztopów. Rozpoczęliśmy przy Zalewie Rejowskim w Skarżysku, ale jak ktoś jedzie autem - równie dobrze może je zostawić przy ul. Praga, po drugiej stronie torów.

szlakami Mazowieckiego Parku Krajobrazowego

W pierwszą sobotę grudnia, wyruszyłem wraz z grupa osób na szlaki Mazowieckiego PK. Pierwotnie mieliśmy zacząć w okolicy kościoła w Starej Miłosnej (w zasadzie w Warszawie, jako część Wesołej od 2002 to część stolicy) a za metę obrałem miejscowość Wiązowna. Pogoda dopisała, a śniegu też za wiele nie było... Ostatecznie zaczynaliśmy na przystanku autobusowym "Kociszewskich 02", kawałek za Centrum Zdrowia Dziecka.

Zielonym Szlakiem: z Borkowic do cmentarza pod Stefankowem (i do Chlewisk)

 3 marca przeszedłem się na "skontrolowanie" zielonego szlaku pieszego im. ks. Jana Wiśniewskiego, celem sprawdzenia czy nie trzeba go gdzieniegdzie przeznakować. I zarazem dla odświeżenia w pamięci jego przebiegu, nie szedłem większością tego odcinka chyba już z 10 lat. Chociaż z rana mgliście było, jak tylko dotarłem do lasu było już całkiem dobrze z widocznością.