Przejdź do głównej zawartości

Beskid Wyspowy / Pogórze Wiśnickie, dzień III

Trzeci i ostatni dzień wyprawy. Wyróżniający się pogodą i długością trasy. I jej rodzajem - tym razem nie krajobrazy oglądaliśmy. Zrobiliśmy 10 km, idąc prawie cały czas w deszczu. Ale zimno chociaż nie było. Zaczęliśmy pod Paprotną, a zakończyliśmy w Leksandowej.

Zaczęło się całkiem dobrze, bo nie padało gdy wysiadaliśmy z busa przy drodze nr 966, nieopodal Hotelu "Pod Kamieniem", u podnóża Paprotnej. Leśną drogą zgodnie ze znakami niebieskiego szlaku oraz ładnie znakowanej ścieżki przyrodniczej (zielony liść na białym polu) rozpoczęliśmy spokojne podejście pod szczyt Paprotna.

Paprotna ma ledwie 436 metrów. Szybko znaleźliśmy się na szczycie a tam pierwsza atrakcja na trasie - Kamienie Brodzińskiego. Jest to największa na terenie Wiśnicko-Lipnickiego PK wychodnia skał piaskowcowych. Składa się z 9 skał w kształtach przypominających baszty, wieże, czy nawet dziób statku ;) Wszystko zależy od naszej wyobraźni i tego skąd je obserwujemy. Największa skała - Wielki Kamień ma 10 m wysokości i 16 m szerokości. Skały naprawdę robią wrażenie.


Od skał zeszliśmy ścieżką przyrodniczą równolegle biegnącą do szlaku, wracając do szosy z której zaczęliśmy. I zaczęło padać. I tak miało zostać prawie do końca. Szosę przekroczyliśmy i dalej poszliśmy na północ niebieskim szlakiem. Weszliśmy nim do lasu, tu trochę mniej odczuwaliśmy deszcz. Już po chwili okazało się, że szlak prowadzi nie do końca tak jak mapa pokazuje. Wykręca na zachód i po jakimś czasie na wschód wracając, nie wiadomo właściwie dlaczego. Nie było czasu w deszczu aby się nad tym pochylić. Z lasu na jego obrzeża szybko dość wyszliśmy, idąc dalej polną trawiastą drogą. Ta doprowadziła nas do Lipnicy Górnej, do asfaltowej drogi. O ile asfaltem łazić nie lubimy, o tyle w taką pogodę bywa wskazany.

Doszliśmy do skraju wsi, przy szklanym domu skręciliśmy w prawo, w biegnącą w dół drogę. Weszliśmy do wsi Połom, tu wedle mapy i oznakowania poszliśmy w lewo, w drogę gruntową biegnąca wzdłuż rzeki. szliśmy szukaliśmy, dalszych znaków brak a na mapie i w nawigacji widać, że trzeba z niej zejść w prawo, na północny-zachód. Drogi jednak nie ma. To znaczy niby było coś wydeptane przez wysokie trawy ale w tą pogodę postanowiliśmy odpuścić. Zatrzymaliśmy się więc nad rzeką między drzewami na krótki odpoczynek i postanowiliśmy, że wrócimy do szosy w Połomie i nią wejdziemy wyżej. Tam mieliśmy ponownie złapać szlak. Zrobiliśmy więc tak i faktycznie po jakiś 1,5 km niebieskie znaki pojawiły się wzdłuż szosy.

Teraz dalej szosą, ale już ze szlakiem. Dość długi to był odcinek. Wieś była wysoko położona to i czasem jakiś widok się pojawił, chociaż jakby zamglony. Ale chociaż nie szło się mokrymi trawami. Doszliśmy wreszcie do skrzyżowania przy kapliczce z Frasobliwym, poczekaliśmy na wszystkich i po kilku minutach zadeptywaliśmy dalej asfalt. Niecałe 2 km mieliśmy do wejścia w las.

Minęliśmy kilka zabudowań, sadów, ogródków... I w końcu - zmiana kierunku. Przy tabliczce "Rezerwat Kamień-Grzyb" zeszliśmy w leśną drogę w lewo. Miła to była odmiana mimo tego, że jeszcze deszcz siąpił. Szlak doprowadził nas do kolejnej atrakcji z kamienia - Kamienia-Grzyba. Sam rezerwat jest niewielki - jego teren ma niecałe 2 ha. Utworzony został w 1962 r. Chroni ciekawą skałę której widok przywodzi na myśl grzyba. Ten piaskowcowy gigant ma 7 m wysokości, obwód "trzonu" 17 m i obwód czapy 26 m. Toteż pod tą czapa skryliśmy się przed deszczem aby odsapnąć po raz ostatni na trasie.

Po chwili przestało padać. Chociaż tyle dobrego na koniec trasy. Jeszcze kawałek szliśmy lasem, schodząc ze wzniesienia. Dotarliśmy do rzeczki, przekroczyliśmy ją i wyszliśmy na pola. Ścieżką skierowaliśmy się w stronę widocznych zabudowań a za nimi wyszliśmy już na utwardzoną drogę. I ona się po chwili w asfalt zamieniła. Szliśmy w kierunku szosy Nowy Wiśnicz - Lipnica, podziwiając z daleka zabudowania dawnego klasztoru w Nowym Wiśniczu, który był dobrze widoczny od tej strony. jak dotarliśmy do przystanku przy szosie, zostało nam już tylko czekać na przyjazd naszego busa. I pojechaliśmy do Bochni aby coś zjeść.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piaskowiec w roli głównej - pętla z Rejowa przez kamieniołomy

 Z lekką modyfikacją szedłem tą trasą już w styczniu. Tym razem, chociaż w kalendarzu w zasadzie wiosna, było bardziej zimowo niż wtedy. Trasa jest dość ciekawa, prowadzi koło kilku kamieniołomów, w większości dość przyjemnymi drogami leśnymi. Może jednak w niektórych miejscach być dość mokro zimą czy podczas roztopów. Rozpoczęliśmy przy Zalewie Rejowskim w Skarżysku, ale jak ktoś jedzie autem - równie dobrze może je zostawić przy ul. Praga, po drugiej stronie torów.

szlakami Mazowieckiego Parku Krajobrazowego

W pierwszą sobotę grudnia, wyruszyłem wraz z grupa osób na szlaki Mazowieckiego PK. Pierwotnie mieliśmy zacząć w okolicy kościoła w Starej Miłosnej (w zasadzie w Warszawie, jako część Wesołej od 2002 to część stolicy) a za metę obrałem miejscowość Wiązowna. Pogoda dopisała, a śniegu też za wiele nie było... Ostatecznie zaczynaliśmy na przystanku autobusowym "Kociszewskich 02", kawałek za Centrum Zdrowia Dziecka.

Zielonym Szlakiem: z Borkowic do cmentarza pod Stefankowem (i do Chlewisk)

 3 marca przeszedłem się na "skontrolowanie" zielonego szlaku pieszego im. ks. Jana Wiśniewskiego, celem sprawdzenia czy nie trzeba go gdzieniegdzie przeznakować. I zarazem dla odświeżenia w pamięci jego przebiegu, nie szedłem większością tego odcinka chyba już z 10 lat. Chociaż z rana mgliście było, jak tylko dotarłem do lasu było już całkiem dobrze z widocznością.