Przejdź do głównej zawartości

chwila na Słowacji - Slovenský raj

Podczas wakacji tegorocznych uznaliśmy, że warto poznać słowacki park narodowy "Słowacki Raj" - Národný park Slovenský raj. W ramach więc wakacyjnego zwiedzania Pienin, na jeden dzień wyskoczyliśmy ze Szczawnicy do naszych południowych sąsiadów. Trasa, która z założenia miała zostać zrealizowana, została odpowiednio skrócona ze względu na warunki pogodowe i zmęczenie współturystek. Niemniej to pogoda głównie pokrzyżowała plany. Ważne że się pochodziło. I zmokło.
Naszym startem był Podlesok, do którego dojechaliśmy przez Spišską Belę, Kežmarok i Jánovce. Lekko ponad 80 km w jedną stronę. Na parkingu w Podlesoku było dużo aut mimo nieciekawie zapowiadającej się pogody - nad Słowackim rajem wisiały ciemne deszczowe chmury, ale nie padało. Było dość przyjemnie chłodno. Parking kosztował nas 2 euro, za wstęp zapłaciliśmy po 1 euro. A jak już zapłaciliśmy, to ruszyliśmy szukać szlaku mającego wprowadzić nas do wąwozu Suchá Belá. Kontrolne sprawdzenie biletów na wejściu i w drogę...
Pierwszy etap przejścia do spacer - nieraz wymagający pilnowania równowagi - wzdłuż potoku lub nim. Raz z jednej, raz z drugiej strony. Niektóre fragmenty wąwozu pokonuje się poziomymi drabinkami-kładkami, wykonanymi z drewna, sporadycznie trafiały się metalowe. Samo przekraczanie potoku to najczęściej przejścia po leżących pniach czy kamieniach. Sam wąwóz ma ok. 4 km długości - wg drogowskazu do przejścia w 2 godziny, wg mapy w 2h20min. Nam zeszło 3 godziny...
Suchá Belá jest jedną z najczęściej odwiedzanych roklin (dolin) Słowackiego Raju. Liczbowo sprawę samego wąwozu ujmując, to wejście jest na wysokości ok. 550 m a kończy się na ok. 930 m. Szerokość momentami spada do 3 m, natomiast wysokość ścian dochodzi do 200 m. Warto zaznaczyć, że szlak, którym pokonuje się wąwóz jest szlakiem jednokierunkowym a gdyby nie techniczne ułatwienia (pomosty, stopnie, łańcuchy, drabiny...) łatwy do przejścia by nie był...
Szliśmy więc sobie wąwozem, towarzyszyło nam naturalne piękno tego miejsca - powalone drzewa, skały, szum potoku, wodospady... Tych ostatnich jest trochę, a największe mają do 15 m wysokości. Szum wody momentami nie pozwalał się za bardzo skupić, a gdy nagle ginął po wyjściu np. z jakiegoś przewężenia, robiło się przyjemnie cicho.
W końcu dotarliśmy do trudniejszego odcinka. Pierwsza drabina i pierwszy zator na trasie. W sezonie przy dobrej pogodzie podobno Suchá Belá przeżywa oblężenie, tworzą się korki, wolno się idzie. My pierwszy korek mieliśmy na pierwszej drabinie, z powodu dziecka, które bało się wejścia i musiał wrócić po niego ojciec i wnieść go na górę. Czekając na możliwość wspięcia się, dopadł nas deszcz. Jednak chmury nad Słowackim Rajem nie straszyły na darmo... Wspinaczka po metalowej mokrej drabinie, w dość wolnym tempie, nie była może czymś trudnym ale uważać na to jak się nogi stawia trzeba było. Nie była to oczywiście jedyna drabina na naszym szlaku. Najbardziej skomplikowane wejście było gdzieś na dwóch trzecich trasy. Wpierw szlak prowadził po drewnianym, zerwanym pomoście (końcówka ginęła w wodzie) i rzuconych w wodzie kłodach a następnie drabiną obok chyba najładniejszego wodospadu - Okienkowego. Nazwa zapewne wzięła się od skalnego okna przez które trzeba było przejść. Aby dotrzeć do okienka, trzeba było wejść po drabinie i za nią przejść kawałek śliską (bo mokrą od deszczu) skałą, asekurując się łańcuchem. I chyba to było najtrudniejsze przejście.
Minęło trochę czasu nim jeszcze mokrzy spoczęliśmy przy źródełku. Po odpoczynku krótkim przeszliśmy kawałeczek do węzła szlaków przy którym znajdowała się wiata. Tym razem dłuższy odpoczynek. Z tego miejsca pierwotnie mieliśmy iść jeszcze na Kláštorisko, ale z wielu powodów (czas, zmęczenie, skutki deszczu...) odpuściliśmy sobie i zmieniliśmy trasę. Po nabraniu sił spacerkiem zaczęliśmy zejście (wiata była na przełęczy liczącej 952 m) szlakiem żółtym. Nim dotarliśmy do kolejnej przełęczy - Pod Vtáčim hrbom i stąd krętą, szeroką drogą czerwonym szlakiem w kierunku Nad Podleskom. W miejscu tym, będącym kolejnym węzłem szlaków, leżącym już wiele niżej - na 707 m, zeszliśmy z porządnej drogi w dość stromo opadająca ścieżkę, która po około 30 min wyprowadziła nas z lasu ponownie do Podlesoka.
Reasumując, Słowacki Raj to warte odwiedzenia miejsce bo jest tu może nie jak w raju, ale pięknie na pewno ;) Zobaczyliśmy tylko mały fragment terenu parku i podejrzewam, że jeszcze na pewno tam wrócę, aby pozostałe szlaki przebyć. Teren krajobrazowo jest bardzo ciekawy, a doliny robią wrażenie. Najlepiej jednak zwiedzać w pogodę bezdeszczową - brakowało przebijającego się słońca, które zapewne jeszcze dodawało by uroku roklinom... 
Nasza trasa miała łącznie prawie 14 km i 690 m podejść.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piaskowiec w roli głównej - pętla z Rejowa przez kamieniołomy

 Z lekką modyfikacją szedłem tą trasą już w styczniu. Tym razem, chociaż w kalendarzu w zasadzie wiosna, było bardziej zimowo niż wtedy. Trasa jest dość ciekawa, prowadzi koło kilku kamieniołomów, w większości dość przyjemnymi drogami leśnymi. Może jednak w niektórych miejscach być dość mokro zimą czy podczas roztopów. Rozpoczęliśmy przy Zalewie Rejowskim w Skarżysku, ale jak ktoś jedzie autem - równie dobrze może je zostawić przy ul. Praga, po drugiej stronie torów.

szlakami Mazowieckiego Parku Krajobrazowego

W pierwszą sobotę grudnia, wyruszyłem wraz z grupa osób na szlaki Mazowieckiego PK. Pierwotnie mieliśmy zacząć w okolicy kościoła w Starej Miłosnej (w zasadzie w Warszawie, jako część Wesołej od 2002 to część stolicy) a za metę obrałem miejscowość Wiązowna. Pogoda dopisała, a śniegu też za wiele nie było... Ostatecznie zaczynaliśmy na przystanku autobusowym "Kociszewskich 02", kawałek za Centrum Zdrowia Dziecka.

Zielonym Szlakiem: z Borkowic do cmentarza pod Stefankowem (i do Chlewisk)

 3 marca przeszedłem się na "skontrolowanie" zielonego szlaku pieszego im. ks. Jana Wiśniewskiego, celem sprawdzenia czy nie trzeba go gdzieniegdzie przeznakować. I zarazem dla odświeżenia w pamięci jego przebiegu, nie szedłem większością tego odcinka chyba już z 10 lat. Chociaż z rana mgliście było, jak tylko dotarłem do lasu było już całkiem dobrze z widocznością.